czwartek, 11 lipca 2013

Wołowina z goździkami


                Pewnego razu do mojej Teściowej przyszła sąsiadka. Była to bardzo marudna sąsiadka, która przychodziła głównie po to, żeby pytać która godzina. Chociaż w domu miała zegar z kukułką, zegar elektroniczny i wiecznie włączone radio, przeważnie gdy już weszła piętro wyżej (do Teściowej) zapominała, która jest godzina (miała też zegarek na ręce, ale może zapominała na niego popatrzeć), zapominała też po co właściwie do Teściowej szła, więc już w drzwiach pytała o godzinę, ewentualnie jaki mamy miesiąc, albo który dzisiaj jest. Zazwyczaj zapominała również zdjąć z gazu czajnika, który gwizdał potem na cały regulator przez następne pół godziny. 
A ona siadała sobie u Teściowej przy stole i godzinami opowiadała jej o różnych rzeczach, o swoich dziewięciorgu dzieciach lub o tym co dzisiaj robiła, jadła i o czym to zapomniała... I chociaż Teściowa znała sąsiadkę (chciałoby się powiedzieć - jak zły szeląg, ale nie będę złośliwa :D) od niemal 50-u lat, zawsze cierpliwie wysłuchiwała tych historii, od czasu do czasu grzecznie potakując. 
Przyznam szczerze, że te wizyty były dla mnie swoistą udręką, już po kilku minutach starałam się wyłączyć i nie słuchać tych opowieści po raz n-ty, doprawionych lecącymi w tle teleturniejami oraz "Modą na sukces". Aż nagle tegoż pamiętnego "razu" własnym uszom nie wierzę - sąsiadka zaczyna się zachwycać jakimś daniem, które jej zięć Niemiec, czy też jego matka Niemka przygotowali na jakieś tam przyjęcie rodzinne i którym to sąsiadka miała okazję się delektować. I opowiada, opowiada jakie to mięsko było aromatyczne, rozpływające się w ustach, takie dobre, że ona nigdy lepszego nie jadła. 
- A mówię Ci, Helu, jakie to łatwe do zrobienia, nic nie trzeba zapamiętać, tylko tę wołowinę i goździki dajesz i samo się zrobi. 
Ja tym razem chłonęłam ten monolog i zastanawiałam się co to za dziwne (niemieckie*!) połączenie mięsa i goździków (za którymi nie przepadałam) i zero przypraw, poza solą... No, krótko mówiąc - nie widziałam tego. Ale że przepis był dziwny i zapadł mi w pamięć, postanowiłam się przekonać, czy podzielę zachwyt sąsiadki. 
Długo po tej wizycie zrobiłam wołowinę z goździkami na obiad. Robię od tamtej pory regularnie. Zawsze widząc dobrą, młodą wołowinę w sklepie przypominam sobie o wołowinie z goździkami, pamiętam nawet, kiedy ostatni raz ją robiłam. Tak, tego smaku się nie da zapomnieć. 
Zastanawia mnie tylko, jakim cudem właściwie ta zapominalska sąsiadka zapamiętała ten przepis? Cóż, chyba ten niezapomniany smak zrobił swoje... Przekonajcie się sami.

*Całe zdarzenie miało miejsce w zamierzchłych czasach, kiedy jeszcze Prezydentowa mieszkała w Polsce na stałe i za jedyną dobrą rzecz pochodzącą z Niemiec uważała proszek do prania Ariel.(przyp.wydawcy)


Składniki na 4 porcje:

  • 2-3 duże łyżki butarisu lub klarowanego masła
  • ok. 750 kg chudej wołowiny, najlepiej od kości (udziec, łopatka, rostbef, krzyżowa), powinna być bardzo dobrej jakości, cielęcina się nadaje, ale nie będzie tak aromatyczna
  • 4-7 goździków (w zależności, jaki stopień natężenia goździkowego aromatu lubicie, ale zapewniam, że przy 7 aromat jest i tak ledwo wyczuwalny
  • sól, czarny pieprz (najlepiej grubo mielony)
  • woda do podlewania mięsa, najlepiej przefitrowana




1. Mięso myjemy i dokładnie osuszamy. Oczyszczamy z błon, ścięgien, kroimy w dużą kostkę (ok. 2x2 cm) lub kawałki. 
2. W szerokim garnku o grubym dnie (ważne!) lub gęślarce rozgrzewamy tłuszcz i na sporym ogniu obsażamy mięso ze wszystkich stron, aż osiągnie brązowy kolor; nie powinny się jednak przypalić.
3. Przykrywamy garnek, dodajemy goździki, zmniejszamy gaz na minimalny i wlewamy 1/2 szklanki wody; dusimy pod przykryciem do aż do niemal całkowitego wyparowania wody. Ponownie podlewamy wodą i dalej dusimy. Powtarzamy czynności do czasu aż mięso będzie bardzo, bardzo miękkie, a płyn zredukuje się do takiej samej ilości, jak ilość tłuszczu; trwa to ok. 2-3 h w zależności od jakości wołowiny. Pod koniec gotowania dodajemy sól i pieprz do smaku.
4. Podajemy z gotowanymi ziemniakami lub makaronem i wyrazistą sałatką. 
Polecam doskonały przepis zięcia sąsiadki! ;)





wtorek, 9 lipca 2013

Zupa Yokisoba


           Cześć! :) Pamięta mnie ktoś jeszcze? Ja siebie już nie pamiętam. Siebie z ostatniego wpisu na tym blogu. Nie będę wchodzić w szczegóły, powiem tylko, że wtedy nie spodziewałam się, że mogę być znów być i czuć się, jak teraz. Szczęśliwa. Spokojna. Wesoła. Mieć ochotę robić zdjęcia, szukać znów nowych smaków, nie tylko w kuchni, ale i w życiu. To zabrzmi banalnie, ale nigdy nie traćcie wiary, że może być lepiej. 
Piszę te słowa głównie dla siebie. Mnie brakowało tej wiary bardzo, bardzo długo...
           A ze smaków kulinarnych mam dziś dla Was zupę Yokisoba (lub Yakisoba). Zupa ta nieodłącznie już będzie mi się kojarzyć z innym japońskim przysmakiem - suszi. 
Po pierwszym doustnym kontakcie z suszi, zakończonym biegiem z pełnymi ustami "przysmaku" do restauracyjnej toalety, poprzysięgłam sobie nigdy nie tknąć tego czegoś. Jednak suszi mnie przechytrzyło i pewnego razu dostało mi się całkiem gratis, jako dodatek "na spróbowanie" właśnie do Yokisoby, którą niezmiennie i jednostajnie zamawiałam na obiad w zaprzyjaźnionej knajpce wietnamskiej. 
Pamiętam niechęć i jakąś dozę lęku, kiedy patrzyłam na talerzyk z ryżowymi rolkami w glonach i różowy pasek łososia, boleśnie surowy, reprezentujący saszimi. 
Przemogłam się i zjadłam, wbrew wcześniejszej odrazie, chyba tylko dlatego, żeby nie sprawić przykrości właścicielowi, który stał nade mną z nieustającym i najszerszym z możliwych uśmiechów i w półukłonach nalegał, żebym jednak zjadła. ;) Zjadłam. 
A potem już zawsze przed Yokisobą zamawiałam mały zestaw suszi na przystawkę. 
Dla mnie ososbiście Yokisoba i suszi to kombinacja idealna. 


Składniki na ok. 3-4 mniejsze porcje lub 2 duże
Sos yokisoba, który będzie bazą do zupy:

  • 5 łyżek sosu sojowego
  • 2 łyżki sake (można pominąć)
  • 3 łyżki wina mirin (japońskie wino ryżowe)
  • 4 łyżki sosu worchestershire
  • 2 łyżki cukru trzcinowego
  • 1/2 łyżeczki czarnego pieprzu
  • 1-2 łyżki oleju sezamowego
Można przygotować więcej sosu, zapas przechowujemy w lodówce do 3. mscy.

Zupa:

  • 200-300 g makaronu jajecznego lub japońskiego ramen
  • 700 ml bulionu drobiowego
  • 1 duża pierś kurczaka pokrojona na cieniutkie, duże plastry
  • 2 ząbki czosnku, posiekane lub starte
  • 2-3 łyżeczki drobno startego imbiru
  • szczypta płatków chili
  • 2 łyżki oleju
  • kilka grzbków mu-err, wcześniej namoczonych i przekrojonych na 2-3 części
  • 10-15 g wakami, wcześniej namoczonych i odsączonych
  • 1 średnia cebula, pokrojona w półkrążki
  • 1 mała marchewka, pokrojona w ukośne plastry
  • 1/4 małej kapusty pekińskiej, pokrojonej w grube paski lub 2-3 pak-choi
  • 1 średnia cebula, pokrojona w półkrążki
  • garść kiełków fasoli mung lub sojowych

Do dekoracji:

  • grubo posiekana zielona cebulka (gruby szczypior z małymi, białymi cebulkami - wyjaśniam, bo często mam pytania w komentarzach: "A co to jest zielona cebulka?")
  • siekana zielona papryczka chili (niekoniecznie, zupa powinna być łagodna, ale ja lubię)
  • odrobina kolendry
  • marynowany imbir (jeśli lubicie)



1. Składniki sosu wymieszać. Makaron ugotować, zahartować i odstawić. Bulion zagotować, wrzucić mięso i grzybki mu-err, pozostawić na małym ogniu. 
2. Jeżeli mamy pak-choi zamiast kapusty pekińskiej, najlepiej przed dodaniem do zupy pokroić ją na grube kawałki i obsmażyć na silnym ogniu przez 3 minuty na małej ilości oleju, doprawić solą i pieprzem.
3. Rozgrzać patelnię, wlać olej, wrzucić czosnek i imbir, płatk chili i smażyć 2 minuty. Wlać sos, dokładnie wymieszać, smażyć (gotować) minutę.
4. Do bulionu z mięsem dodać sos z patelni i marchewkę, gotować 5 minut. Dodać wakami, cebulę i kapustę lub obsmażoną pak-choi, spróbować i ewentualnie doprawić solą, pieprzem lub sosem sojowym. Gotować jeszcze ok. 4-5 minut. 
5. Do miseczek włożyć makaron, zalać gorącą zupą. Smacznego! :)








sobota, 27 kwietnia 2013

Muszle makaronowe z nadzieniem jajecznym (Conchiglione a'la tortilla)


              Muszle makaronowe to bardzo wdzięczny materiał kulinarny. Dają się nadziewać naprawdę chyba wszystkim, ku mojemu zdziwieniu widziałam już nawet nadziane ryżem czy ziemniakami. 
Moje powstały z potrzeby wykorzystania nadmiaru sosu jajecznego do tortilli z poprzedniego dnia. Dodałam do niego trochę duszonego szpinaku, prażone chorizo i papryczkę chili. Na wierzch nieco parmezanu i tak mamy na talerzu trochę Włoch i trochę Hiszpanii. Oryginalne, pyszne i niezwykle proste danie.


Składniki na 2-3 porcje:
  • 10 - 12 dużych makaronowych muszli conchiglione, ugotowanych (przez 10 minut) i ostudzonych
  • 3 duże jajka
  • 4 łyżki gęstej śmietany
  • 1 cebula pokrojona w grubą kostkę
  • duża garść świeżego szpinaku
  • 100 - 120 g chorizo pokrojonej w średniej grubości plasterki
  • 1 papryczka chili czerwona
  • 2 ząbki czosnku, posiekane
  • 2 łyżki startego żółtego sera; np.: edam lub gouda
  • pieprz czarny, sól do smaku
  • duża szczypta gałki muszkatołowej
  • 1/2 łyżeczki ziół prowansalskich
  • 1/2 łyżeczki oregano
  • 3 łyżki siekanej natki pietruszki
  • 50 - 80 g tartego parmezanu
Sos  pomidorowy:
  • puszka pomidorów
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 płaska łyżeczka suszonego oregano
  • kilka listków bazylii
  • 2 łyżki oliwy
  • 1 łyżka octu ciemnego balsamicznego
  • czarny pieprz
Wszystkie składniki zmiksować na gładki sos, doprawić w razie potrzeby, odstawić na 10-15 minut. 
 

1. Jajka wbić do wysokiego naczynia lub miski, rozbełtać ze śmietaną, dodać starty ser (oprócz parmezanu), chili i przyprawy, lekko osolić.
2. Plasterki chorizo położyć na rozgrzanej patelni i prażyć bez tłuszczu na średnim ogniu ok. 2 minut z każdej strony, aż wytopi się tłuszcz; wtedy dodać posiekaną cebulę i podsmażać razem. Kiedy cebula będzie lekko złota, wrzucić posiekany czosnek i szpinak, dusić ok. 2 minut. Lekko posolić i popieprzyć, wlać jajka i usmażyć jajecznicę, w taki sposób, aby się nie rozlewała, ale i nie była zbyt ścięta, a ser nie roztopił się. Następnie zdjąć z patelni na zimny talerz.
3. Piekarnik nagrzać do temp. 190°C. Naczynie, w którym będą zapiekały się muszle, wysmarować oliwą. Muszle nadziewać mieszaniną jajeczną, wyrównując powierzchnię łyżką i układać w naczyniu. Zalać sosem i posypać startym parmezanem. Zapiekać 30-40 minut. Smacznego. :)


czwartek, 25 kwietnia 2013

Raita ogórkowa

                   
                        Wiosna już się u nas zadomowiła na dobre i może jest nadzieja, że już nie ucieknie :). Białe i różowe kwiecie obsypało drzewa, niebo już drugi dzień błękitne i bez chmurki, ludzie jacyś tacy radośniejsi, aż chce się żyć! I mnie się więcej chce, znów piekę chleby na zakwasie, staram się chociaż co drugi dzień coś gotować, biegam prawie codziennie, nareszcie ciepło, słońce i rower! :) Czuję, że moje życie powoli wraca na spokojniejsze tory. No, może tylko pracy mogłoby być trochę mniej, ale na razie nawet mi to służy. Zresztą wkrótce długi weekend majowy, więc będzie więcej czasu dla siebie, gotowanie i pieczenie. 
I oby tylko słońce nas nie zawiodło!
A teraz przepis, właśnie z myślą o słońcu i upałach przygotowany. :)
                         Indyjska raita przypomina greckie tzatziki; to dip na bazie gęstego jogurtu z miętą i przyprawami. Idealnie komponuje się z indyjskimi curry, szczególnie zaś pasuje do tych ostrych, przesyconych aromatem ciepłych, egzotycznych przypraw. Raita łagodzi smak takich potraw, ale jednocześnie je podkreśla, wprowadzając smakowy i wizualny kontrast. Jest też fantastyczna na upalne dni, można ją podawać jako chłodnik i podana z białym pieczywem lub chlebkiem naan będzie świetną letnia przekąską.
Jeśli zrobicie sobie danie indyjskie, np. vindaloo, kormę albo tikka masala to koniecznie zróbcie sobie do tego raitę - gwarantuję Wam, że taki posiłek to będzie niezapomniana, kulinarna przygoda. :) 


    Składniki na 4 porcje:

  • 1 ogórek sałatkowy
  • 200 g gęstej kwaśnej śmietany
  • 200 g jogurtu gęstego
  • 4 łyżki słodkiej śmietanki ( najlepiej tzw. creme double, zawiera ona on 40% do 55% tłuszczu, ale można użyć i tej 36%)
  • 1/2 pęczka świeżej kolendry
  • 1/2 pęczka świeżej mięty
  • 2 zielone papryczki chili
  • 1 czerwona papryczka chili
  • sól, pieprz do smaku
  • po 1 płaskiej łyżce przypraw: kminu rzymskiego, gorczycy, kolendry i czarnuszki
  • kilka listków zielonej kolendry, mięty i łyżeczka siekanej czerwonej chili do przybrania

1. Ogórka umyć, obrać i pokroić w niedużą kostkę. Jogurt, śmietanę i śmietankę wymieszać i połączyć z kostkami ogórka. 
2. Zioła umyć i osuszyć, po kilka listków odłożyć do dekoracji, resztę posiekać, dodać do mieszanki ogórkowej. 
3. Papryczki chili oczyścić z nasion, odkroić kilka cienkich krążków do dekoracji, resztę posiekać i również wymieszać z raitą. Posolić, popieprzyć, wymieszać i wstawić na 20-30 minut do lodówki.
4. Suche przyprawy prażyć na średnim ogniu na patelni bez tłuszczu, aż zaczną mocno pachnieć i pękać. Zdjąć z ognia i dodać do raity - można je dać w całości i tak podaje oryginalny przepis, ale ja raczej rozgniatam je w moździerzu i Wam też polecam; maja silniejszy aromat i danie ma gładszą konsystencję.
Smacznego! 
Przepis pochodzi z książeczki : "Esssen und Genießen - Indische Küche" wydawnictwa Happy Books



sobota, 20 kwietnia 2013

Chlebek pszenny z ryżem i tang zhong


                Do pieczenia tego wspaniałego chleba wprost przez Kuchenne Drzwi zostałam zaproszona przez Amber. Nie mogłam odmówić. Chociaż to taki czas w moim życiu, że pasje i inne zajęcia, którym nie tak dawno beztrosko oddawałam się bez reszty, jeszcze nie wróciły na pierwszy plan. Ale wrócą. Tak, jak ja wracam tutaj, najpierw raz w tygodniu zaglądając na Wasze komentarze, później po jakiś przepis, który wyleciał z głowy, a teraz z pysznym chlebkiem. A teraz spójrzcie, w jakim doborowym towarzystwie dane było mi dane piec! Oprócz Amber, udział wzięły:

Anna - Życie od kuchni
Anna Maria - Kucharnia
Aga - W sezonie
Margot - Kuchnia Alicji
Atina - Tak sobie pichcę
Bożena - Smakowe kubki
Ewelina - Around the kitchen table
Ewelina - Przy kubku kawy
Gosia - Kocham gary
Joanna Ziętarska
Jola - Smak mojego domu
Kamila - Ogrody Babilonu
Kaprysia - Kapryśnik
Kasia - Rozważania o kuchni i nie tylko
Lidia - Kucharzenie i pieczenie
Magda - Konwalie w kuchni
Magda - Magda testuje
Marta - Co dziś zjem na śniadanie
Marzena - Zacisze kuchenne
Monika - Moni w kuchni
Mysia - Pieczarka mySia
Olimpia - Pomysłowe pieczenie
Paulina - W kuchni na Stalowej
Wiewiórka - Dzieje kuchennej Wiewióry
Wisła - Zapach chleba



            O samym chlebie można powiedzieć zaś same dobre rzeczy; jest delikatny, miękki, wilgotny, pozostaje długo świeży, a ziarenka ryżu podkreślają jego subtelny smak. I niech nie przeraża Was ów tajemniczy składnik - tang zhong to zaparzona we wrzącym mleku mąka, tzw. starter, który dodany do ciasta pozwala na przedłużenie świeżości wypieku, jednocześnie czyniąc jego strukturę niezwykle delikatną i wilgotną. Bardzo, bardzo dziękuję Ani za przepis, a wszystkim Dziewczynom za wspólną zabawę i pewna sobotę, kiedy w naszych wszystkich domach, rozsianych po niemal całej Europie roznosił się zapach domowego, cudownego chleba. A chlebek robiłam już od tamtej pory trzy razy, ten trzeci stygnie właśnie stygnie w kuchni. :)



Chleb z brązowym ryżem i tang zhong
Składniki na 2 bochenki po ok. 560 g każdy lub 4 po ok. 280 g każdy

Ciasto chlebowe:
  • 480 g mąki chlebowej ( Typ 600-700)
  • 30 g mleka w proszku
  • 40 g cukru
  • 8 g soli (dałam 10)
  • 8 g drożdży instant
  • 200 g mleka
  • 170 g tang zhong
  • 40 g masła
  • 180 g brązowego, ugotowanego na miękko ryżu, niesolonego, ostudzonego
Mała uwaga: ryż do tego chleba trzeba gotować ok. 5-7 minut dłużej niż podano na opakowaniu, ponieważ podczas pieczenia ryż jeszcze traci wodę i staje się twardawy; dobrze więc, aby po ugotowaniu był całkiem miękki, ale nie rozgotowany.




tang zhong:
  • 30 g mąki chlebowej
  • 150 g mleka
Mleko w temperaturze pokojowej wymieszać z mąką, postawić na średnim ogniu i cały czas mieszając doprowadzić do wrzenia, poczekać chwilę, aż mieszanina zacznie bulgotać (nie gotować dłużej niż 1-2 minuty) - utworzy się coś w rodzaju gęstego kisielu. Zestawić z ognia, garnek przykryć folią i odstawić do wystudzenia. 


Proces technologiczny

 1 . W misce umieścić wszystkie składniki ciasta, oprócz ryżu i masła. Wyrabiać ok. 5-u minut. Dodać masło i wyrabiać, aż ciasto będzie gładkie i lśniące. 
2. Dodać ryż i wyrabiać, aż równomiernie rozłoży się w cieście. Z ciasta zrobić kulę i umieścić ją w wysmarowanej oliwą misce. Przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 45-60 minut. 
3. Wyjąć ciasto na blat, lekko zagnieść i podzielić je na 2  lub 4 części. Każdą lekko (wystarczy 2-3 ruchy wałkiem) rozwałkować na wąskie podłużne paski, powoli zrolować i umieścić w foremkach keksowych jeden obok drugiego, po dwa na jedną foremkę. Pozostawić do wyrośnięcia, aby ciasto wypełniło 80-90% foremki (ok. 1-2 h). 
4. Piekarnik nagrzać do 190°C. Chlebki posmarować mieszaniną oleju i mleka, piec ok. 35 minut; jeśli za bardzo się rumienią przykryć chlebki folią aluminiową.
5. Po upieczeniu wyjąć chleby z piekarnika, a po ok. 5 minutach z foremek i wystudzić na kratce. Kroić nożem z ząbkami.



niedziela, 10 marca 2013

Soto Ayam (indonezyjski rosół)


                   Ten pyszny, indonezyjski rosół jadłam po raz pierwszy w mojej obecnej pracy. Zrobiła go moja szefowa, jak już kiedyś wspominałam, rodowita Indonezyjka. Zupa jest zachwycająca tak w smaku, jak i wyglądzie. Klarowny, złoty wywar, bardzo łagodny, delikatny, ale z wyraźnym charakterem, którego dodają mu azjatyckie przyprawy - trawa cytrynowa, czosnek i liście limonki kaffir, udekorowany akcentami soczystej zieleni cząstek limonki i kolendry oraz jaskrawej czerwieni papryczki chili. Doskonałym uzupełnieniem jest delikatne mięso kurczaka i przezroczysty makaron sojowy. Wykonanie tej wspaniałej potrawy nie jest ani bardzo pracochłonne, ani skomplikowane (choć przepis może się taki wydawać), a jej smakiem będą zachwyceni nawet ci, którzy od kuchni azjatyckiej stronią. I chyba nie muszę dodawać, że na liście wielbicieli tej kuchni soto ayam to punkt obowiązkowy. 
Przepis (nieco zmodyfikowany przeze mnie) pochodzi z książki Sri Owen pt.: "Indonesian Fodd and Cookery".



Sładniki na 3-4 porcje:

Wywar

  • 2 udka z kurczaka (lub 1 ćwiartka)
  • 1 pierś z kurczaka
  • 2 białe części trawy cytrynowej, przekrojone wzdłuż na pół i zmiażdżone trzonkiem noża
  • 4-5 cienkich plastrów imbiru
  • 2 listki limonki kaffir świeże lub suszone (można zastąpić skórką z limonki lub cytryny)
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 suszona papryczka chili
  • 1 łyżeczka ziaren czarnego pieprzu
  • sól, pieprz mielony, sos sojowy jasny (max. 2 łyżki!) i ewentualnie kostka rosołowa lub vegeta do przyprawienia


Wszystkie składniki wkładamy do 5 litrów zimnej wody, stawiamy na niewielkim ogniu, doprowadzając powoli do wrzenia i zbierając tworzące się szumowiny. Gotujemy jak rosół, aż mięso będzie miękkie. Doprawiamy solą, pieprzem, sosem sojowym i odrobiną gotowego "rosołku". Wywar w smaku powinien przypominać rosół. Gotowy wywar przecedzamy, kurczaka zostawiamy do przestygnięcia, resztę wyrzucamy. Mięso obieramy i rwiemy na małe kawałki, odstawiamy. Wywar stawiamy na minimalnym ogniu, żeby nie tracił temperatury.




Pasta/baza:

  • 1-2-centymetrowy kawałek imbiru, utarty
  • 3 ząbki czosnku, utarte
  • 1\3 łyżeczki pasty krewetkowej (opcjonalnie)
  • 1 zielona papryczka chili, bardzo drobno posiekana, lub utarta w moździerzu
  • 5 orzechów kemiri lub macadamia
  • duża szczypta mielonej kurkumy
  • 1 łyżka jasnego sosu sojowego
  • 1\2 łyżeczki soli
  • 1\4 łyżeczki czarnego pieprzu
  • zielone części trawy cytrynowej, posiekane 
  • 5-6 listków limonki, najlepiej świeżych
  • 3 zielone cebulki posiekane w cienkie, ukośne plasterki


Składniki pasty, poza trawą cytrynową, zieloną cebulką i listkami limonki kaffir, powinny być mocno rozdrobnione, najlepiej utarte w moździerzu na jednolitą pastę. Gotową pastę odstawiamy razem z trawa cytrynową i liśćmi limonki.

Dodatkowo:

  • 2 -3 łyżki oleju roślinnego lub do woka
  • 2 łyżeczki cukru trzcinowego
  • sok z połowy limonki
  • 3 zielone cebulki, ukośnie pokrojone - do dekoracji
  • mięso z wywaru
  • kilka cienkich plasterków chili (dla amatorów ostrych potraw)
  • grubo pokrojona świeża kolendra
  • cząstki limonki
  • 100 g kiełków sojowych (przelanych wrzątkiem i odsączonych)
  • sambal oelek
  • jajko na twardo, w plasterkach (opcjonalnie)
  • prażona cebula (produkt gotowy)
  • 200-300 g cienkiego makaronu sojowego Vermicelli, ugotowanego jak na opakowaniu

Zupa:
1. Wywar doprowadzamy do wrzenia, zostawiamy na średnim ogniu.
2. Na małej patelni rozgrzewamy tłuszcz, dodajemy pastę, liście limonkowe i trawę cytrynową, smażymy na dość dużym ogniu przez 1-2 minuty. Dodajemy plasterki zielnej cebulki, smażymy kolejne 2 minuty. Zawartość patelni wrzucamy do wywaru, gotujemy ok. 5 minut. Doprawiamy sokiem y limonki i jeszcze ewentualnie solą, pieprzem, sosem sojowym i cukrem.
3. Do miseczek nakładamy makaron, mięso kurczaka, jajko. Zalewamy gorącym bulionem, posypujemy zieloną i prażoną cebulką, kolendrą, cząstkami limonki, plasterkami chili. Podajemy z sambal oelek. Smacznego! :)









czwartek, 7 marca 2013

Tebirkes - duńskie bułeczki maślane


                 W piątek wraz Dziewczynami:

Ania z bloga http://kuchennymidrzwiami.blogspot.com/

Bożenka z bloga http://www.smakowekubki.com/

Jola z bloga http://smakmojegodomu.blox.pl/html
 
Gosia z bloga http://kochamgary.blogspot.com/

 
piekłyśmy duńskie, maślane bułeczki, Tebirkes. Przyznam się, że to mój drugi raz z tym wypiekiem, pierwszy raz piekłam je dla Mamy, "na drogę". Po prostu nie mogła się oprzeć, kiedy je zobaczyła, a ja nie mogłam się przecież oprzeć prośbie matki! :)
Te nie wyszły takie ładne, a to z powodu mojego łakomstwa - nadziałam je nadzieniem serowym w zbyt dużej ilości. Jeśli chcecie zrobić jak ja, z nadzieniem, pamiętajcie, żeby nie było go zbyt dużo pomiędzy warstwami ciasta. Moje bułeczki posmarowałam serkiem clementine curd, wyszły wspaniałe! Bardzo smaczne są też tradycyjne, wypełnione masłem, posypane i zapieczone z żółtym serem. Wszystkim polecam te niezwykłe bułeczki, a Gosi za oryginalny przepis.

Rozczyn:
  • 20 g drożdży
  • 400 ml letniego mleka
  • ok. 300 g mąki pszennej 
  • 1 łyżeczka cukru

Ciasto właściwe:

  • wyrośnięty rozczyn
  • 50 g bardzo miękkiego masła
  • 10 g soli morskiej
  • 20 g cukru
  • ok. 200 g mąki pszennej (dałam ok. 230 g, bo ciasto było trochę za rzadkie do formowania)
  • ok. 100 g masła do posmarowania ciasta (roztopiłam w garnczku, bardzo krótko trzymając na płycie)
Nadzienie serowe o smaku lemon- lub clementinen curd
  • opakowanie serka typu Philadelphia lub Mój Ulubiony
  • szczypta soli
  • 1 łyżka masła
  • 1 żółtko
  • 2-3 łyżki cukru
  • 3 łyżki clementinen curd 
W szklanej misce ucieramy masło z cukrem, dodajemy żółtko, miksujemy dokładnie, następnie dodajemy resztę     składników i ewentualnie doprawiamy jeszcze odrobiną cukru lub kremu. Odstawiamy na 30 minut do schłodzenia.

 1. Drożdże rozpuszczamy w mleku i dodajemy mąkę. Całość mieszamy, zostawiamy w ciepłym miejscu na godzinę pod przykryciem, aby zaczął fermentować. 
Po tym czasie rozczyn mieszamy z pozostałymi składnikami i zagniatamy ciasto, dosypując ewentualnie mąkę gdyby ciasto było zbyt luźne i klejące.
Zagniecione ciasto zostawiamy na ok. 10 min,do wypoczęcia.

2. Ciasto rozwałkowujemy na prostokąt o wymiarach 30x40 cm, układamy dłuższym bokiem do siebie. Masło lub nadzienie rozsmarowujemy 2/3 części ciasta. Zakładamy nieposmarowaną 1/3 ciasta do środka, następnie przeciwległą 1/3 na tę założoną i niepokrytą nadzieniem część, tworząc długi prostokąt. Zawijanie odbywa się trochę, jak składanie ciasta chlebowego na 3.


3. Następnie lekko wałkujemy, wystarczy raz lekko przejechać wałkiem, inaczej masło lub nadzienie wypłynie na zewnątrz! Z tak przygotowanego ciasta wycinamy trójkąty. Przekładamy je delikatnie na blachę wyłożoną papierem do pieczenia.
Trójkąty z nadzieniem serowym lub innym słodkim smarujemy z wierzchu masłem, te z masłem lub nadzieniem wytrawnym możemy posmarować wodą i posypać dowolnymi ziarnami.

Następnie bułki pozostawiamy w ciepłym miejscu do wyrośnięcia, aż podwoją swoją objętość.



wtorek, 5 marca 2013

Vindaloo z kurczaka (Chicken Vindaloo)


                      Kolejne wspólne gotowanie upłynęło pod znakiem kuchni indyjskiej. Zaproponowałam vindaloo, z racji, że sama bardzo dawno nie robiłam i zapragnęłam przypomnieć sobie (jeszcze w ostatnich dniach zimy) ten niezwykle aromatyczny i rozgrzewający smak.

Dla mnie vindaloo stanowi swoiste wyzwanie z tej racji, że jest to nieco trudniejsza w wykonaniu potrawa (choć w sumie jeden z rodzajów sosu curry) tej kuchni. Trudność właściwie nie polega na samym wykonaniu, co w niewiadomej, jaka kryje się w efekcie końcowym. Mięso lub rybę najpierw marynuje się kilka godzin, potem tworzy pastę-bazę, później praży nasiona i przyprawy, które już na tym etapie napełnią kuchnię na wiele godzin niezwykłym, zdecydowanym aromatem prosto z  Indii. Kiedy już wszystko na patelni mamy połączone,  wówczas zapach potwierdza niezwykłą przygodę jaka za chwilę nas czeka na talerzu. Ale to nie koniec – potrawę trzeba jeszcze doprawiać, jakby mało było tych aromatów i smaków! Cała ta procedura doprawiania i przyprawiania powoduje przedziwne rozterki początkującego w kuchni indyjskiej kucharza – jak to sól? Po co znowu kmin rzymski? I znów garam masala? Po co tyle tego...?!

I nie wiem, jak dziewczyny, ale ja robiąc pierwszy raz vindaloo srogo się jeżyłam i chyba nie do końca wierzyłam, że będzie to zjadliwe. „Nawet jeśli” – myślałam sobie -  „to na pewno będzie  >przeperfumowane<, z  taką ilością intensywnych przypraw, dodatkowo wzmocnionych czosnkiem, imbirem i prażeniem na klarowanym maśle”. Czy się rozczarowałam? Miałam rację?

 O nie.  Ale vindaloo jest wymagające. Jest wschodnią, hinduską tajemnicą i z pewnością jest w nim odrobina magii. I taki jest też jego smak. Jest wyzwaniem. I nie każdy jest w stanie sprostać tak aromatycznej, niezwykłej potrawie.

A sposób na to, by przekonać się, czy Wy mu sprostacie jest tylko jeden. Odważycie się...?
Iza, Ola i Asia odważyły się, zobaczcie, jakie wrażenia odniosły po bliskim spotkaniu z vindaloo. 


Składniki i wykonanie


  • 3 piersi kurczaka lub piersi i udka - można pokroić w dużą kostkę, a można na większe kawałki, jak porcje kurczaka
Marynata do mięsa:
  • 2 ząbki czosnku
  • ok. 2-centymetrowy kawałek imbiru
  • świeżo wyciśnięty sok z limonki lub cytryny
  • 2 łyżeczki białego octu winnego
  • 1 średnia cebula
  • 1 niecała płaska łyżeczka kurkumy
  • 3 łyżeczki garam masala
  • 1 płaska łyżeczka kminu rzymskiego
  • 1 łyżeczka ziaren kolendry
  • 1 płaska łyżeczka pieprzu kajeńskiego
  • 1 łyżeczka ziaren gorczycy
Do sosu:

  • 2 duże łyżki sklarowanego masła (ghee)
  • 1 średnia cebula, pokrojona w półplasterki
  • kawałek laski cynamonu, połamanej na 3-4 części
  • 125 - 150 ml świeżych pomidorów pokrojonych w kostkę lub mała puszka krojonych (niekoniecznie, można dodać zamiast tego wody do sosu)
  • 1/2 płaskiej łyżeczki kminu rzymskiego
  • -----------    //   ----------     płatków chili
  • 1 płaska łyżeczka papryki słodkiej lub ostrej, można też pokruszoną małą chili suszoną, jak ktoś woli ostrzejsze
  • sól morska do smaku
  • 1 łyżka  cukru trzcinowego lub brązowego
  • świeża kolendra do przybrania (moim zdaniem nieodzowna)

Do podania:
  • ryż basmati - ugotowany jak na opakowaniu lub jako pulao z przyprawami lub warzywami, znajdziecie też na moim blogu (ważne, żeby nie rozgotować!!!)

  • mały kubeczek naturalnego jogurtu, bardzo dobrej jakości lub raita
Wykonanie:

1. Marynata - cebulę kroimy w półplasterki, niezbyt grube, wrzucamy do miski, w której będzie się marynował kurczak. Wszystkie całe przyprawy z marynaty miażdżymy w moździerzu (można użyć mielonych przypraw, ale zapewniam, że to nie będzie to samo), z czosnku i imbiru robimy pastę, dodajemy sok z limonki, ocet winny i łączymy wszystko razem. Następnie mieszaniną i pokrojoną cebulą pokrywamy dokładnie kawałki mięsa, marynujemy w lodówce przez ok. 3-4 h.

2. W szerokim garnku lub wysokiej patelni o grubym dnie rozgrzewamy masło ghee, wrzucamy kawałki cynamonu i pozostałe suche przyprawy - kmin, chili, papryczkę suszoną oraz cebulę i smażymy na dość mocnym ogniu, aż przyprawy zaczną pachnieć, ale nie dłużej niż 1-2 minuty. 

3. Dodajemy kurczaka z marynatą, cały czas mieszając smażymy dalej nie zmniejszając ognia przez 3-do 5-u minut. Dodajemy pomidory, cukier i zmniejszamy ogień na mały. Przykrywamy i dusimy przez 20 minut, od czasu do czasu mieszając. Jeśli macie kurczaka w większych porcjach (z kośćmi), trzeba dusić nieco dłużej, ok. 30-40 minut.

4. Na koniec dodajemy cukier i szczyptę soli. Podajemy w szerokich, małych miseczkach, na wierzch nakładamy po łyżce jogurtu i obficie posypujemy świeżą kolendrą; w osobnym naczyniu serwujemy ryż basmati i raitę.