Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia włoska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia włoska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 kwietnia 2013

Muszle makaronowe z nadzieniem jajecznym (Conchiglione a'la tortilla)


              Muszle makaronowe to bardzo wdzięczny materiał kulinarny. Dają się nadziewać naprawdę chyba wszystkim, ku mojemu zdziwieniu widziałam już nawet nadziane ryżem czy ziemniakami. 
Moje powstały z potrzeby wykorzystania nadmiaru sosu jajecznego do tortilli z poprzedniego dnia. Dodałam do niego trochę duszonego szpinaku, prażone chorizo i papryczkę chili. Na wierzch nieco parmezanu i tak mamy na talerzu trochę Włoch i trochę Hiszpanii. Oryginalne, pyszne i niezwykle proste danie.


Składniki na 2-3 porcje:
  • 10 - 12 dużych makaronowych muszli conchiglione, ugotowanych (przez 10 minut) i ostudzonych
  • 3 duże jajka
  • 4 łyżki gęstej śmietany
  • 1 cebula pokrojona w grubą kostkę
  • duża garść świeżego szpinaku
  • 100 - 120 g chorizo pokrojonej w średniej grubości plasterki
  • 1 papryczka chili czerwona
  • 2 ząbki czosnku, posiekane
  • 2 łyżki startego żółtego sera; np.: edam lub gouda
  • pieprz czarny, sól do smaku
  • duża szczypta gałki muszkatołowej
  • 1/2 łyżeczki ziół prowansalskich
  • 1/2 łyżeczki oregano
  • 3 łyżki siekanej natki pietruszki
  • 50 - 80 g tartego parmezanu
Sos  pomidorowy:
  • puszka pomidorów
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 płaska łyżeczka suszonego oregano
  • kilka listków bazylii
  • 2 łyżki oliwy
  • 1 łyżka octu ciemnego balsamicznego
  • czarny pieprz
Wszystkie składniki zmiksować na gładki sos, doprawić w razie potrzeby, odstawić na 10-15 minut. 
 

1. Jajka wbić do wysokiego naczynia lub miski, rozbełtać ze śmietaną, dodać starty ser (oprócz parmezanu), chili i przyprawy, lekko osolić.
2. Plasterki chorizo położyć na rozgrzanej patelni i prażyć bez tłuszczu na średnim ogniu ok. 2 minut z każdej strony, aż wytopi się tłuszcz; wtedy dodać posiekaną cebulę i podsmażać razem. Kiedy cebula będzie lekko złota, wrzucić posiekany czosnek i szpinak, dusić ok. 2 minut. Lekko posolić i popieprzyć, wlać jajka i usmażyć jajecznicę, w taki sposób, aby się nie rozlewała, ale i nie była zbyt ścięta, a ser nie roztopił się. Następnie zdjąć z patelni na zimny talerz.
3. Piekarnik nagrzać do temp. 190°C. Naczynie, w którym będą zapiekały się muszle, wysmarować oliwą. Muszle nadziewać mieszaniną jajeczną, wyrównując powierzchnię łyżką i układać w naczyniu. Zalać sosem i posypać startym parmezanem. Zapiekać 30-40 minut. Smacznego. :)


sobota, 2 lutego 2013

Jajka po benedyktyńsku, włoskie (Jak gotować jajka w koszulce)


                   Dziś znów zimno, szaro, ciemno... Wczoraj usłyszałam w radiu, że w Monachium od początku grudnia do końca stycznia słońce świeciło przez 22 h! Czyli przez 2 miesiące nie świeciło nawet dwóch dni (wyłączając noce)... :( Jak sobie pomyślę, że 60 dni było tak mało światła, przestaję się dziwić tym smutnym, ściągniętym twarzom, zgarbionym plecom i wszechobecnej depresji. ;) Dlatego przez jakiś czas będzie na blogu słonecznie, przynajmniej taki mam plan!
                 Czekając na słońce zrobiłam sobie dziś na śniadanie jego mały wizerunek. Jajko w koszulce. Chociaż moim zdaniem lepsza byłaby nazwa "jajko bez koszulki", albo "nagie jajo" :). To mój pierwszy raz z gołym jajem. W benedyktyńskim habicie. :) Tak, tak, wiem, że nazwa tak przyrządzonych jajek wzięła się od imienia restauratora, który je wymyślił, ale dla mnie to i tak zawsze będzie to danie "klasztorne". 
Bo tak właśnie myślałam, gdy pierwszy raz usłyszałam tę nazwę i nadal lubię wyobrażać sobie, jak mnisi raczyli się takimi jajkami, bladym świtem, w ciemnym refektarzu, zaraz po jutrzni i porannej medytacji... Zgrabiałymi z zimna palcami, uzbrojonymi w drżące widelce przekłuwali białe chmurki jajek i na ciepłych bułeczkach pojawiały się aksamitne smugi  płynnego słońca. Może to była jedyna  ciepła i radosna chwila w ich surowym, otoczonym  grubymi, kamiennymi ścianami zimnego klasztoru zakonnym życiu? 
Czyż nie jest to niesamowite, że zwykłe jajka mogły powstać w takich mrocznych,  tajemniczych okolicznościach, zamiast pewności, że jakiś tam Benedykt, właściciel knajpy nie miał co zaserwować gościom i stworzył potrawę z resztek?! :)


               Sztuka gotowania jajek w koszulce wymaga wprawy i odrobiny wiedzy, której musimy się konsekwentnie trzymać. Wystarczy zmiana gestu i zamiast zgrabnej kulki wyjdzie nam zupa z watą, bo kłaczki białka natychmiast rozlezą się po całym garnku i nie ma co marzyć, że dadzą się ponownie uformować w całość. Ja znam dwa sposoby. 
Pierwszy sposób praktykuję od lat w mojej chorwackiej zupie ogórkowej, do której wbijam po jajku dla każdego biesiadnika - prosto do garnka z gorącą zupą (przy okazji - zupkę polecam!). Polega to na tym, że na wysmarowaną olejem lub masłem chochelkę wbijam jajko, następnie wkładam ją tuż pod powierzchnię wody (woda nie może się gotować!) i czekam chwilkę, aż jajko lekko się zetnie, wtedy powoli wylewam jajko z chochelki. Gotuję przez 3 minuty.
Drugi sposób to "metoda wirowa" - trzeba po prostu zagotować wodę, utworzyć rózgą wir, zawzięcie mieszając, zmniejszyć ogień i wlać jajko (wcześniej wbite do miseczki). Ten sposób podpowiedziała mi Ola i tam dokładniej możecie przeczytać, jak robi to Benedyktyńska Mistrzyni. :)
Mnie, póki co, lepiej wychodzi wbijanie jajka na chochelkę, mają wtedy kształt spłaszczonego wulkanu i ładnie pasują do bułki. Wiru chyba jeszcze nie umiem zrobić porządnego, bo moje jajka tą metodą przypominają nieodmiennie kometę - z żółtkiem w roli jądra i białkiem w formie pióropuszowego ogona, totalnie postrzępionego. Wypróbujcie. :) 
A jakie Wy macie metody na kształtne, idealnie owalne jajka w koszulce? Podzielcie się!

Jajka w koszulce po włosku
(dla dwóch osób)

  • 1 bułka typu kebab lub dwie okrągłe bułeczki pszenne 
  • 2-3 jajka
  • 2 duże plastry włoskiego salami z pieprzem lub papryką (najlepiej pikantne)
  • 4 plastry mozzarelli
  • 4 plastry pomidora
  • kremowy sos balsamiczny
  • szczypiorek, pietruszka posiekane, do dekoracji

Sos:

  • 2 duże łyżki gęstej śmietany lub jogurtu
  • 2 łyżki majonezu
  • 1 łyżka siekanej pietruszki
  • 1 łyżka siekanego szczypiorku
  • sól, biały pieprz, odrobina cukru do smaku


1. Przygotuj sos mieszając wszystkie składniki i przyprawy. 
2. Zagotuj wodę w dużym garnku, dodaj łyżeczkę soli i łyżeczkę zwykłego octu. Jedno jajko wybij do miseczki, kiedy woda się zagotuje zmniejsz ogień. W zależności od preferowanej metody utwórz wir i wlej jajko lub włóż chochelkę z jajkiem do wody. Po 2-3 minutach wyjmij jajko łyżką cedzakową na papierowy ręcznik, żeby odsączyć wodę. Nie martw się, nie wystygnie szybko.
3. W tym czasie przekrój bułki na pół wszerz; jeśli masz bułki-kebaby przekrój je na ćwiartki. Każdą połówkę opiecz krótko w tosterze. Na każdej ćwiartce/połówce bułki połóż plaster salami, na to po 2 plastry mozzarelli i gorące jajko. Na to plastry pomidora i sos w dowolnej ilości. Przykryj drugą ćwiartką (połówką) bułki i jedz, polewając sosem w razie potrzeby. ;)


piątek, 25 stycznia 2013

Pizzerki ze szpinakiem, gorgonzolą i czosnkiem niedźwiedzim

     
              Najprostszy sposób na wykorzystanie zalegających lodówkę artykułów spożywczych, na które jakoś nie ma się ani ochoty, ani pomysłu, a przy okazji na zjedzenie czegoś ciepłego i smacznego to pizza. Bo kto zje chleb z gorgonzolą lub ze szpinakiem? Do tego pomarszczony pomidor i przywiędły niedźwiedzi czosnek? Nie brzmi apetycznie, prawda? Ale pizza... O, tej nikomu nie trzeba proponować 2 razy. I choć ja nie jestem jakąś zagorzałą fanką tej potrawy, często ją robię i nie tylko dlatego, że mam w domu tzw. resztki do wykorzystania. Zapytajcie Prezydenta, co chce na obiad. Albo kolację. Zresztą jadłby to i na śniadanie. Możecie zadać też inne pytanie-np. co dziś ugotować? Ja już nie pytam, jego odpowiedź do złudzenia przypomina starą jak świat zabawę w pomidora i  jest zawsze tak samo nudna. Odpowiedź na obrazkach poniżej i powyżej. No, może trochę małogabarytowa, jak dla niego...
           

Składniki:
na 4 - 6 pizzerek o średnicy 12 cm

  • 250 g mąki
  • 10 g drożdży
  • łyżeczka cukru
  • ok. 150 ml ciepłej wody (dolewamy stopniowo)
  • sól, 
  • 1 łyżka oliwy z oliwek

Na obłożenie:

  • oliwa z oliwek do posmarowania
  • ser gorgonzola w kawałkach
  • 100 g szpinaku świeżego lub rozmrożonego 
  • 2-3 pomidory pokrojone w kostkę
  • czosnek niedźwiedzi grubo pokrojony
  • oregano, pieprz czarny, zioła prowansalskie do przyprawienia


1. Drożdże rozkruszamy do miski, rozpuszczamy w 3-4-ech łyżkach ciepłej wody, dodajemy łyżeczkę cukru i 2 łyżki mąki, mieszamy, przykrywamy ściereczką, zostawiamy do wyrośnięcia na 20 minut w ciepłym miejscu.
2. Na małej patelni rozgrzewamy łyżkę masła, wrzucamy czosnek aby się lekko podsmażył, dodajemy szpinak, solimy, pieprzymy, mieszamy, dusimy ok. 4 minuty na małym gazie. Zdejmujemy z ognia, dodajemy łyżkę bardzo gęstej śmietany, mieszamy, zostawiamy do ostygnięcia.
3. Do rozczynu dodajemy pozostałą mąkę, sól i oliwę z oliwek, wyrabiamy ciasto, dolewając po trochę ciepłej wody - ciasto powinno być nieco rzadsze. Wyrabiamy, aż zacznie odstawać od brzegów miski, przekładamy do miski wysmarowanej oliwą, przykrywamy ściereczką i ponownie odstawiamy w ciepłe miejsce, tym razem na 1 h. Ciasto powinno podwoić objętość. Piekarnik nagrzewamy do 230°C.
4. Przekładamy wyrośnięte ciasto na wysypaną mąką stolnicę, formujemy 4 - 6 kulek, podsypujemy lekko każdą kulę mąką z wierzchu i wałkujemy na okrągły placek ok. 1 cm grubości. Placki przekładamy do wysmarowanych oliwą foremek lub przekładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. 
5. Każdy placek smarujemy oliwą, posypujemy nieregularnie cząstkami pomidora, porcjami szpinaku i kostkami gorgonzoli, posypujemy czosnkiem niedźwiedzim i przyprawami. Wstawiamy do piekarnika na dolny ruszt, pieczemy 7-10 min. następnie przekładamy na górny ruszt, dopiekamy jeszcze 2-5 min. Smacznego!



sobota, 19 stycznia 2013

Penne all’amatriciana



                 No i masz! Namówiły mnie. Ledwo człowiek wrócił, chce się wdrożyć, popaczyć, porozglądać, jakoś się na nowo przyzwyczaić do bloga, sfery, pisania i publikowania... A tu nie, od razu dawaj przepis, wspólne gotowanie i basta. Bo się już naczekały dosyć, bo stęskniły, bo im brakowało. To jak brakowało, to wrzuciłam każdej 6 przepisów na słone i 4 na słodkie, macie, wybierajcie! Marudziły, marudziły, to nie tamto nie, bo było, bo nie ma calvadosu, bo niedawno tamto było... Wreszcie wybrały. Penne all'amatriciana, które kilka dni wcześniej pierwszy raz jadłam we włoskiej tratorii. Składniki proste, wykonanie nieskomplikowane, smak wspaniały i trochę polski; boczek i cebula w narodowym, przaśnym duecie przy akompaniamencie makaronu penne oraz parmezanu. 
                 Niefortunnym okazało się przegrzebanie kilkunastu stron w necie, żeby porównać przepis z tym, co jadłam - wszędzie panoszyły się papryczki chili w płatkach lub szatańsko ostra kiełbaska włoska pepperoncini. Następnym razem zrobię już bez tej przyprawy - moim zdaniem agresywna ostrość przytłacza delikatny zapach wędzonki, który powinien jednak wysuwać się na pierwszy plan w tym daniu. I to mówię ja Prezydentowa, która tak przepada za ostrą papryką! :) Ale, jak to się mówi, co za dużo to i świnia nie chce, więc umiar trzeba zachować. :D
                A tak a propos świni; w tym danku po raz pierwszy miałam styczność z oryginalną pancettą. Rzeczywiście, trudno ją porównać z naszym surowym wędzonym boczkiem, aromat pancetty jest dużo subtelniejszy, dodatkowo pancetta jest dużo tłuściejsza, w smaku jednak nasz boczek jest lepszy, moim zdaniem (na zdjęciach widoczny, dość tłusty, zrolowany, lekko wędzony boczek - to właśnie oryginalna pancetta). Notabene kupiłam tę pancettę we włoskich delikatesach za niebotyczną cenę - 6€ za 150 g! Rozbój w biały dzień! Ale cóż, pani Sycylijka zaśpiewała cenę po zważeniu, a że była w towarzystwie swego męża Sycylijczyka, nie podskakiwałam - mało tego - kupiłam jeszcze kawał oryginalnego Grana Padano za 7€! Namawiali jeszcze na ryż arborio za 5€, ale szybko zapłaciwszy (nieco ponad 13€), grzecznie odmówiłam i spuściwszy głowę, ze wzrokiem wbitym w podłogę wycofałam się do wyjścia. Gdyby mnie jednak znów nie było jakiś dłuższy czas, będziecie wiedzieć, że mnie ściga camorra czy inna ośmiornica za odmowę zakupu arborio i innych sycylijskich specjałów.
              A towarzyszyły mi w kulinarnej wyprawie - Ola i Iza, zwana Pyzą.










środa, 11 kwietnia 2012

Stromboli


                Stromboli to jedna z Wysp Liparyjskich na Morzu Tyrreńskim. Na wyspie wznosi się czynny wulkan o wysokości 926 m n.p.m. (podwodna część wznosi się z głębokości ok. 2300 m p.p.m.) i tworzy wysepkę o tej samej nazwie mającą powierzchnię blisko 12,4 km² (...). Jest to typowy stratowulkan (tzw. warstwowy).  Na wyspie mieszka ok. 600 osób.



Wybuchy Stromboli często mają postać seryjną (co 10-12 min) i wyrzucają w powietrze lapille, bomby wulkaniczne oraz popioły. Ze stożka stale unosi się strużka dymu. Ostatni wybuch o znaczącej sile miał miejsce w 1933 r. . W 2003 roku osunięcie się do morza lawy na ścianie wulkanu (Sciara del Fuoco) spowodowało lokalne tsunami. Od tego czasu na wyspie jest specjalny system ostrzegania zarządzany przez obronę cywilną. Na stokach Stromboli kwitnie uprawa winnej latorośli (spowodowana żyznymi wulkanicznym glebami). 
Tyle za Wikipedią. A co ma wulkan wspólnego z jedzeniem? Otóż stromboli to także nazwa pysznego, nadziewanego  chlebka w formie strucli. Na ciasto chlebowe lub jak na pizzę, nakłada się dowolne 2-3 składniki: głównie różnych mięs i sporo sera, najczęściej różnych rodzajów i obowiązkowo mozzarelli. Stromboli często nazywa się kanapką, rodzajem pizzy, calzone lub chlebem.


              Dziś nie ma całkowitej pewności kto pierwszy wymyślił i nadał właśnie taką nazwę tej potrawie, dwie główne tezy zakładają jej powstanie w Stanach Zjednoczonych. Pierwsza przyjmuje, że stromboli wymyślił włoski kucharz Nazzareno Romano w 1950 roku w Essington, niedaleko Filadelfii. Restauracja działa do dziś i ma w ofercie wiele rodzajów jedynej i oryginalnej kanapki stromboli,  szczyci się też mianem najstarszej włoskiej jadłodajni. 
              Inni twierdzą, że kanapkę tę (podawaną z sosem chili) wymyślił Mike Aqiuno Senior w Spokane, w stanie Waszyngton i nadał jej nazwę  na cześć filmu pt.: "Stromboli, ziemia bogów"  oraz jego głównej aktorki, Ingrid Bergmann, która właśnie w Stromboli rozpoczęła włoski etap swojego życia zawodowego i prywatnego. Otóż podczas kręcenia owego filmu w 1949 r. Bergmann zakochała się w reżyserze, Robercie Rossellinim i zostawiła dla niego męża i małą córeczkę. Pozostała we Włoszech i urodziła Rosseliniemu syna, następnie niedługo potem bliźniaczki, jedną z nich była Isabella Rossellini. 
                To tyle z ciekawostek. I co, która wersja powstania potrawy bardziej Wam się podoba? Mnie oczywiście  ta druga, zdecydowanie romantyczniejsza i chyba nawet bardziej prawdopodobna.
I tak jedna, niepozorna kanapka może zawierać w sobie tyle tajemnic... Może właśnie dlatego ta nazwa jest tak adekwatna? Wyspa wulkaniczna, pełna niezwykłych zjawisk, wulkanów,"ziemia bogów" i dodatkowo miłosna opowieść w tle... 
           Z pozoru zwykły drożdżowy zawijaniec, ale kiedy go rozkroicie, przekonacie się, skąd taka nazwa. Stromboli. Ach, i koniecznie obejrzyjcie film  "Stromboli, ziemia bogów"!


Składniki (dla 3-4 osób): 
  • 300 g mąki pszennej
  • 1/2 opakowania suchych drożdży
  • 1 pełna łyżeczka soli morskiej
  • 2 łyżki oliwy z oliwek + trochę do posmarowania
  • ok. 175 ml ciepłej wody 
  • 1 łyżeczka cukru
  • 60 g włoskiego salami lub szynki dojrzewającej, pokrojonej w cienkie plasterki
  • 1 cebula, pokrojona w cienkie krążki
  • 150 g mozzarelli, pokrojonej w kostkę
  • 50 g sera gorgonzola lub innego pleśniowego, pokrojonego w kostkę
  • 50 g innego dowolnego sera (ja dałam resztki różnych serów, które miałam w lodówce)
  • 3 cienkie ostre zielone papryczki marynowane,ja miałam swoje, lecz można dać grillowaną bez skórki lub kupioną, marynowaną słodką, pokrojoną na 2-centymetrowe paski
  • kilkanaście czarnych oliwek bez pestek
  • 20 g świeżych listków bazylii lub łyżeczka suszonej
  • gruboziarnista morska sól, świeżo zmielony czarny pieprz, oregano i zioła prowansalskie do posypania




1. Mąkę przesiać, połączyć z drożdżami, cukrem. Dodać oliwę i stopniowo dolewać wody, zagniatając ciasto, aż będzie miękkie i elastyczne. Zagniatać jeszcze kilka minut, uformować kulę, natłuścić czystą miskę, włożyć ciasto, posmarować jego powierzchnię oliwą, przykryć miskę ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na 1 h do wyrośnięcia.
2. Ponownie zagnieść ciasto przez 2 minuty i znów odstawić do wyrośnięcia na 10-30 minut. Piekarnik nagrzać do 210°C.
3. Rozwałkować ciasto na grubość 1 cm, formując prostokąt. Przełożyć go na arkusz papieru do pieczenia (będzie nam łatwiej zwijać roladkę). Na ciasto rozłożyć nadzienie, pozostawiając po 1,5 cm wolne z każdego brzegu: ułożyć plastry salami, jeden obok drugiego, równomiernie posypać krążkami cebuli, kawałkami papryki, serem, oliwkami i bazylią. Posypać ziołami, solą i pieprzem.
4.  Założyć ściśle wolne brzegi krótszych boków do środka, następnie zaczynając od dolnego, dłuższego boku zwijać struclę, jak makowiec. Ułożyć złączeniem do dołu. Ciasto gęsto ponakłuwać drewnianym patykiem do szaszłyków, starając się nie przebić najniższej warstwy. Posmarować powierzchnię stromboli oliwą, posypać lekko solą morską.
 5. Wstawić do nagrzanego piekarnika, na środkowy ruszt. Piec przez 30-35 minut, do zrumienienia. Gdyby w trakcie za bardzo się przypiekał, zmniejszyć temperaturę do 180°C. 
Po upieczeniu wyłożyć na kratkę i po 10 minutach kroić.
               Podawać ciepłe, pokrojone na kromki ok. 1,5 cm, najlepiej z sosem czosnkowym, pomidorowym lub chili. Ja zrobiłam do tego jogurtowy sos cebulowy, pasował znakomicie.




Moje stromboli (przepis z moimi niewielkimi zmianami) robiłam z książki "Die Step-by-Step-Küche - Backen" wydawnictwa Parragon Books Ltd.

wtorek, 6 marca 2012

Risotto z grzybami i koprem włoskim

    
                Dałam się uwieść czarowi risotta i oddałam się temu smakowi bez reszty. A jeszcze rok temu jedynym uczuciem, jakim darzyłam tę potrawę była niechętna tolerancja na granicy pogardy;  zupełnie nie mogłam zrozumieć, jak ktoś może nazywać ryżową paćkę ulubionym daniem!
Ale jak mówią - zrób sam nielubiane danie, a stanie się Twoim ulubionym. ;) 
Tak się zastanawiam, czy może stanie się to u mnie również z ozorami, flaczkami i serem kozim...? W takim razie na początek rozejrzę się za kozą...


Składniki (na 3 małe porcje lub 2 duże):
  • 2 łyżki oliwy z oliwek do smażenia
  • 1 duża posiekana cebula
  • 200 g ryżu arborio
  • 1/3 posiekanej bulwy kopru włoskiego lub 1/2, jeśli jest nieduża 
  • 2 łyżki naci kopru włoskiego (lub zwykłego)
  • garść suszonych grzybów leśnych -namoczonych przez noc, obgotowanych przez min. 15 minut i pokrojonych w grubą kostkę
  • 125 ml wina białego wytrawnego lub półwytrawnego
  • 400 ml gorącego bulionu warzywnego
  • 2 płaskie łyżki startej skórki cytrynowej
  • duża szczypta cukru
  • szczypta suszonego estragonu
  • szczypta soli
  • szczypta białego pieprzu
  • 45-50 g sera brie, camemberta lub innego miękkiego z białą pleśnią, najlepiej o lekko grzybowym aromacie, porwanego na mniejsze kawałki lub pokrojonego w grubą kostkę


UWAGA: Przez cały czas przygotowywania risotta nie przestajemy mieszać potrawy! Smażymy na średnim ogniu od początku do końca.
1. Z naci kopru odłożyć 2-3 gałązki do dekoracji, resztę grubo posiekać i odstawić. Na dużej patelni o grubym dnie lub dużym rondlu rozgrzać tłuszcz, cebulę i koper włoski i zeszklić, dodać ryż, podsmażać, mieszając, aż ryż będzie biało-szklisty. Dodać obgotowane grzyby i podsmażać jeszcze 5 minut.
2. Wlać wino, mieszać, aż płyn wyparuje. Dodać 1,5 łyżki skórki cytrynowej (resztę odłożyć do dekoracji) i cukier, smażyć 2 minuty.
3. Wlać chochelkę bulionu, mieszać, aż ryż wchłonie cały płyn, czynności powtarzać, aż pozostanie ostatnia porcja bulionu. Wsypać pozostałe przyprawy i wlać ostatnią chochelkę bulionu, mieszać do uzyskania półgęstej konsystencji, wtedy dodać ser i mieszać, aż potrawa stanie się aksamitnie kremowa.
4. Posypać posiekaną nacią kopru włoskiego, podawać natychmiast z kieliszkiem białego wina.

środa, 29 lutego 2012

Pappardelle z suszonymi pomidorami


                Po tortellini przyszedł czas na kolejny, domowy a prawdziwie włoski makaron. Wybrałam pappardelle, ponieważ spodobały mi się niezmiernie pappardelle  Anny Marii. Moje pappardelle na niedźwiedzi czosnek (i najprawdopodobniej szpinak) jeszcze będą musiały poczekać, a tymczasem wystąpią wraz z suszonymi pomidorami, domowej roboty. Muszę przyznać, że występ ogromnie udany, makaron jest lekki, świeży, bardzo pomidorowy i taki naturalny w smaku, tak prawdziwy, jak żaden z dotychczas przeze mnie kupowanych, choćby najlepszych i najdroższych. I nigdy nie przekonacie się o różnicy w smaku, jeśli sami nie zadacie sobie trudu zrobienia własnego makaronu. A trud jest ciężki, przyznaję, i wyrobienie, wałkowanie (o tak, szczególnie wałkowanie!), wycinanie, układanie i suszenie makaronu nie należy do czynności ani szybkich ani lekkich... Co w zamian? Praca jest nieskomplikowana, a smak makaronu nieziemski. I jeszcze dwie torby papierowe (takie po cukrze, na przykład) pysznego makaronu w zapasie. ;)


Składniki:
  • 400 g mąki pszennej bardzo dobrej jakości, najlepiej z pszenicy durum lub tortowa pół na pół z semoliną
  • 4 duże jajka
  • płaska łyżka soli
  • 2 łyżki oliwy z zalewy pomidorów suszonych
  • 10 dużych pomidorów w oliwie (odsączonych)
  • odrobina wody


1. Pomidory pozbawiamy skórki (o ile to możliwe - ja miałam swoje i skórka zeszła bez problemu), kroimy w dużą kostkę. Jeśli nie da się ściągnąć, kroimy pomidory w małą kostkę.
2. Do przesianej mąki dodajemy jajka, posiekane pomidory, oliwę, sól i zagniatamy twarde, ale jednolite ciasto. W razie potrzeby dodajemy wody, ale niewiele i najlepiej po łyżce, ponieważ ciasto powinno być mocno zwarte. Wyrabiamy jeszcze chwilę, zawijamy w folię spożywczą i wkładamy do lodówki na min. 2h.
3. Rozwałkowujemy ciasto BARDZO CIENKO, (podkładamy ściereczkę i sprawdzamy, czy widać wzór, jeśli nie - trzeba jeszcze bardziej rozwałkować), pozostawiamy na 10 minut do przesuszenia i kroimy na paski o szerokości 5-8 mm. Paski przekładamy na stół, wyścielony czystymi ściereczkami do wysuszenia. 


 4. Po 30 minutach podsuszony makaron możemy gotować. Resztę trzeba ususzyć całkowicie: u mnie trwało to ok. 2 dni. Całkiem suchy i sztywny makaron przekładamy do papierowych toreb. Możemy przechowywać min. 2 miesiące w suchym i ciemnym miejscu.


              Ja przygotowałam i ugotowałam makaron na niedzielny obiad, podałam na nim rukolę w occie winnym i wołowe, bardzo cieniutkie steki z czosnkiem i rozmarynem. Makaron z wyraźną nutą suszonych pomidorów stanowił wspaniałe tło dla mięsa i kwaskowo-orzechowej rukoli.

sobota, 25 lutego 2012

Risotto pomarańczowe z dynią i rozmarynem


                  To risotto wyszło tak wspaniałe (nie waham się użyć tego słowa!), że niemal siłą musiałam powstrzymać samą siebie, żeby zostawić porcję Prezydentowi. Zostawiłam. Z wielką udręką i tęsknymi spojrzeniami, rzucanymi raz po raz w stronę patelni...
Jest tak delikatne, lekko kwaskowate, z wyraźną nutą pomarańczy, charakterystycznym akcentem aromatycznego rozmarynu i leciutko chrupiącą dynią. Nie da się opisać tego smaku i dlatego musicie sobie zrobić i się przekonać, że wcale i absolutnie nie ma przesady w tym co piszę! Zresztą, wystarczy spojrzeć, jak to risotto pięknie wygląda... :)


Składniki:
  • 130 g ryżu arborio
  • 2 łyżki oliwy z oliwek do smażenia
  • 80 g pora (żółto-zielonej części)
  • 125 g dyni surowej, pokrojonej w grubą kostkę
  • 125 g soku wyciśniętego z pomarańczy
  • 125 g wytrawnego, białego wina
  • 500 ml bulionu jarzynowego 
  • skórka otarta z jednej niedużej pomarańczy na tarce do ziemniaków lub na bardzo drobnych oczkach
  • 2 łyżki igieł rozmarynu, posiekanych dość grubo
  • 50 g sera peccorino lub parmezanu ( u mnie Bacchus Cabernet - ser leżakujący w czerwonym winie)
  • sól, pieprz do smaku


1.  Na dużej patelni o grubym dnie rozgrzewamy oliwę, przesmażamy porę i dynię 3-4 min. na średnim ogniu. Dodajemy suchy ryż i smażymy aż zmieni kolor na szklisto-biały. 
2. Wlewamy wino i sok pomarańczowy, mieszamy do wchłonięcia i odparowania. Następnie dodajemy po chochelce gorącego bulionu i mieszamy, aż ryż wchłonie płyn. Czynności powtarzamy, aż pozostanie ostatnia porcja bulionu. 
3. Wtedy dodajemy rozmaryn, skórkę pomarańczową i resztę bulionu, kiedy płyn wyparuje do połowy, do patelni kruszymy lub łamiemy na drobno ser, mieszamy do uzyskania kremowej konsystencji. Próbujemy i solimy, jeśli trzeba, dodajemy odrobinę czarnego pieprzu. Podajemy gorące, choć na zimno też jest bardzo smaczne.

niedziela, 22 stycznia 2012

Tortellini


                Kolejna odsłona wspólnego gotowania! Razem z Olą, Izą, Pauliną i Elą robiłyśmy tortellini, na które od dawna miałam ochotę, ale nie do końca wiedziałam, jak się je robi. Wydawało mi się, że to prawie to samo, co nasze pierogi, ale jakżeż się myliłam! :) A jeśli ktoś już robił tradycyjne, włoskie tortellini, będzie wiedział co mam na myśli... Powiem tylko tyle, że wałkowanie polskiego, pierogowego ciasta to bułka z masłem w porównaniu z dosyć twardym włoskim ciastem makaronowym, z którego robi się tortellini. Ale smak wynagrodzi Wam ten trud po wielokroć. Szkoda tylko, że tak szybko znikają po tym długim trudzie...:)


Składniki:
  • 350 g mąki
  • 2 jajka
  • 2 żółtka
  • szczypta soli
  • 3 łyżki oliwy
  • odrobina wody, jeśli będzie trzeba do wyrabiania ciasta
MÓJ FARSZ:
  • 100 g szpinaku
  • 100 g bryndzy
  • 100 g wędzonego łososia
  • 1 łyżka masła 
  • 2 ząbki czosnku posiekane
  • 1 łyżeczka cukru
  • sól, pieprz do smaku
  • 2 łyżki soku z cytryny lub 1 łyżka białego balsamicznego octu winnego 
  • 1 łyżeczka ziół prowansalskich

1. Masło rozgrzewamy na patelni, dodajemy czosnek, lekko podsmażamy, dodajemy szpinak, mieszając, krótko przesmażamy ok. 3 minut na średnim ogniu, doprawiamy cukrem, solą i pieprzem i sokiem z cytryny, Mieszamy i dusimy jeszcze 2 minuty na ogniu. 
2. Zdejmujemy z patelni (jeśli wytworzył się sok, szpinak należy lekko odsączyć na ręczniku papierowym) i zostawiamy do całkowitego wystudzenia. W misce łączymy bryndzę, łososia i szpinak. Doprawiamy ziołami prowansalskimi i w razie potrzeby solą i pieprzem.
Mąkę wysypujemy na stolnicę, robimy dołek, wybijamy do niego jajka i żółtka, oliwę i sól. Wyrabiamy gładkie, elastyczne ciasto dodając odrobinę wody w razie potrzeby. Z wyrobionego ciasta formujemy kulę, owijamy w folię spożywczą i zostawiamy do wypoczęcia na 1-2h w lodówce. 
3. Wyjmujemy, rozwałkowujemy bardzo cienko, następnie robimy test: podkładamy wzorzystą ściereczkę pod kawałek ciasta; jeżeli wzór ściereczki prześwituje przez ciasto, można wycinać lub kroić ciasto. Patrz zdjęcie:


Możemy z niego wycinać kółka Ø 4 cm i lepić podobnie jak uszka, łącząc rogi wewnętrzną stroną, jak na zdjęciach poniżej. 


Jeśli chcemy otrzymać tradycyjny kształt tortellini, wycinamy kwadraty o boku 4 cm, nakładamy kulkę farszu wielkości mniej więcej orzecha laskowego, składamy po przekątnej, zlepiamy tak, jak na zdjęciach:


Zagotowujemy wodę w dużym garnku i wrzucamy tortellini. Czekamy aż wypłyną i gotujemy na średnim ogniu 3-4 minuty. Wyciągamy na sito, odsączamy i skrapiamy oliwą. Wykładamy na talerz i polewamy sosem pomidorowym. Posypujemy startym parmezanem i dekorujemy świeżą bazylią. Smacznego!


czwartek, 19 stycznia 2012

Spaghetti z prażonymi warzywami


                        Troszkę inny sos do makaronu. Prażone, a  następnie duszone w sosie pomidorowym warzywa, które pozostają lekko chrupkie i pełne smaku. Proste i jednocześnie wyjątkowe danie, które można przygotować w niespełna 40 minut. Można podać z makaronem o dowolnym kształcie, najsmaczniejsze jednak, moim zdaniem, z jakimś drobnym lub cienkim, jak np. spaghetti.



Składniki:
  • 300 g makaronu spaghetti lub innego drobnego lub ciekiego
  • 3 łyżki oliwy z oliwek do smażenia + do skropienia makaronu
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 marchewka
  • 1 pietruszka
  • 1 kawałek selera
  • 1 czerwona cebula
  • 1/2 małej cukinii
  • 1 papryka dowolnego koloru
  • 1/2 małego bakłażana pokrojonego na plastry o grubości 1cm 
  • 1 płaska łyżeczka brązowego cukru
  • sól, pieprz do smaku
  • 1 łyżeczka ziół prowansalskich
  • kilka igieł rozmarynu, roztartych nożem
  • 500 ml przecieru pomidorowego lub 400 g pomidorów (pokrojonych) z puszki wraz sokiem
  • 1 łyżeczka suszonej bazylii
  • 4 łyżki siekanej natki pietruszki
  • 150 g sera mozzarella
  • starty parmezan (do posypania)

1. Makaron gotujemy al dente, odcedzamy skrapiamy oliwą, trzymamy w cieple. Warzywa korzeniowe ścieramy na tarce jarzynowej, paprykę w małe paski lub kostkę, cukinie w ćwierćplasterki. Czosnek i cebulę siekamy. Mozzarellę kroimy w grubą kostkę.
2.  Rozgrzewamy mocno patelnię o grubym dnie. Plastry bakłażana smarujemy oliwą (ok. 1 łyżka) za pomocą pędzelka i kroimy w słupki ok. 3x1cm. Wrzucamy bakłażana i prażymy do zbrązowienia, cały czes mieszając. Wyciągamy na ręcznik papierowy i odstawiamy. 
3. Wlewamy na patelnię 2 łyżki oliwy, wrzucamy czosnek i cebulę, podsmażamy aż się zeszkli, dorzucamy warzywa (oprócz cukinii i bakłażana), zwiększamy gaz i prażymy 3 minuty cały czas mieszając. Dodajemy cukier, zioła prowansalskie, lekko posypujemy solą i prażymy kolejne 3 minuty. 
4. Wlewamy przecier pomidorowy, pokrojoną cukinię i  bazylię, zagotowujemy, zmniejszamy ogień i gotujemy na małym ogniu 5 minut Wyłączamy ogień, w razie potrzeby jeszcze doprawiamy solą i pieprzem, wrzucamy połowę podsmażonego bakłażana i zostawiamy na ciepłym palniku ok. 2-3 minuty.
5. Na talerze nakładamy makaron, posypujemy kostkami mozzarelli, polewamy sosem warzywno-pomidorowym, posypujemy prażonym bakłażanem, natką pietruszki i startym parmezanem. Smacznego! ;)



środa, 21 grudnia 2011

Kurczak po toskańsku (Pollo alla Toscana)


                         Proszę o wybaczenie wszystkich moich wiernych i niewiernych (jednak nie mniej szanownych :P) Czytelników, że nic się od paru dni u mnie nie dzieje - nie oznacza to bynajmniej, że jem tylko kanapki i nic nie gotuję - przeciwnie to czas niezwykłej kreatywności; wymyślam od paru dni coś nowego, żeby maksymalnie wykorzystać zasoby lodówkowe, jednocześnie niewiele kupując przed wyjazdem na święta do Polski. Przyznać też muszę, że w tych ostatnich dniach przed świętami trochę mi brak, a trochę i szkoda czasu na siedzenie przed komputerem.
                 Przygotowałam już swoją część potraw wigilijnych na wspólną, rodzinną Wieczerzę (część robi Bratowa, część Mama), dziś jeszcze robię masę makową (pierwszą domową od wielu lat), jutro jeszcze makowiec i sernik. Poza tym już wszystko wyprałam i wyprasowałam i zostaje jeszcze sprzątanie... To ostatnie jakoś najmniej lubię. :)
Cieszę się na święta i lubię tę gorączkę przedświątecznego wiru przygotowań.
                   A co jemy teraz? Głównie pizzę i makarony z najróżniejszymi składnikami, bo to bardzo wdzięczne dania, jeśli mamy po trochę warzyw, serów i wędlin do wykorzystania.
Kurczak po toskańsku doskonale nadaje się do wykorzystania kilku zbędnych rzeczy, zalegających w lodówce; ja robiłam wg oryginalnego przepisu, ale można dodać dowolne warzywa lub zrezygnować z jakiegoś składnika bez drastycznej zmiany smaku. Jednak ważne są moim zdaniem te trzy - cebula, pomidory i oliwki i lepiej z nich nie rezygnować.
A poza tym kurczak po toskańsku jest pysznym, rewelacyjnym daniem, idealnie komponującym się z makaronem. Spróbujcie!
Przepis z książki "Italienische Küche" Lindy Doeser, wydawnictwa Parragon.


Składniki (przepis na 4 osoby):
  • 4 części kurczaka ze skórą (u mnie pierś podzielona na 2 części i 2 całe uda)
  • sól, pieprz
  • 2 łyżki mąki
  • 3 łyżki oliwy z oliwek do smażenia
  • 1 posiekana czerwona cebula
  • 2 ząbki czosnku, pokrojone dość grubo
  • 1 posiekana czerwona papryka (u mnie zielona)
  • 1 szczypta szafranu
  • 150 ml bulionu drobiowego (może być z kostki) lub bulion pół na pół z białym, wytrawnym winem
  • 400 g pomidorów z puszki (całych lub krojonych)
  • 4 suszone pomidory (najlepiej takich w oliwie) odsączone i posiekane
  • 220 g ciemnych pieczarek, pokrojonych w plasterki
  • 120 g czarnych oliwek bez pestek
  • 4 łyżki soku z cytryny
  • świeża bazylia do dekoracji

1. Umyte i osuszone części kurczaka natrzeć solą i pieprzem, odstawić na 1-2 h. Następnie dokładnie obtoczyć w mące. Na dużej patelni rozgrzać oliwę i podsmażyć mięso na złoto z każdej strony średnim ogniu. Zdjąć z patelni, odstawić.
2. Na patelnię wrzucić cebulę, czosnek i paprykę, zmniejszyć ogień, dusić mieszając ok. 5 minut. Do bulionu z winem dodać szafran i dokładnie wymieszać. Rozgrzać piekarnik do 180°C.
3. Dodać pieczarki, pomidory suszone, pomidory z puszki ( lepiej nie dodawać soku z pomidorów, ale zachować do ewentualnego podlania) i mieszając poddusić 3 minuty. Wlać bulion z winem i szafranem oraz sok z cytryny. Zagotować, włożyć mięso.
4. Zawartość patelni przełożyć do żaroodpornego naczynia, przykryć i wstawić do nagrzanego piekarnika na ok. 1 h. Podawać najlepiej z makaronem, udekorowane świeżymi listkami bazylii.

poniedziałek, 28 listopada 2011

Spaghetti z kurkami i cukinią


                    Ten makaron robiłam oczywiście dużo wcześniej, po drodze jednak były konkursy, pomidorowe i jeszcze parę innych spraw, więc zamieszczam dopiero teraz i mam nadzieję, że amatorom kurek przypomni miłe chwile. ;) Przepis powstał spontanicznie, zainspirowany zdjęciami podobnych makaronów, które pojawiały się na "Durszlaku" i nieco później zrobiłam swoją wersję makaronu spaghetti z dodatkiem kurczaka, kurek i cukinii. Bardzo smaczną wersję. ;)


Składniki:

  • 200 g makaronu spaghetti
  • 1 nieduża pierś kurczaka
  • 4 łyżki oliwy z oliwek do smażenia
  • 100 - 150 g kurek
  • 2 łyżki masła
  • 2 szalotki
  • 1/2 średniej cukinii
  • 150 g śmietanki 30%
  • 1/2 łyżeczki estragonu
  • 1/2 łyżeczki pieprzu ziołowego
  • 5-6 gałązek zielonej pietruszki
  • sól, świeżo mielony czarny pieprz do smaku


1. Makaron ugotować al dente, odcedzić, trzymać w cieple. 
2. Mięso natrzeć solą i pieprzem, usmażyć na oliwie. Zdjąć z patelni i trzymać w cieple (najlepiej w miseczce pod przykryciem). Na tej samej patelni podsmażyć kurki na maśle z dużą ilością czarnego pieprzu, dodać posiekaną szalotkę, posypać pieprzem ziołowym, a kiedy szalotka się zeszkli, posypać solą , posypać estragonem i mieszając smażyć 2-3 minuty.
3. Wlać śmietankę i gotować na średnim ogniu aż lekko zgęstnieje. Dodać cukinię pokrojoną w cienkie ćwierćplasterki, zagotować. Usmażone mięso pokroić w  nieduże kawałki.
4. Dodać ciepły makaron i posiekaną pietruszkę, zmniejszyć ogień i mieszając żeby sos dokładnie pokrył makaron. Przełożyć na talerze i od razu podawać, najlepiej z białym półwytrawnym winem. ;)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...