Oczywiście nie robiłam dyni teraz (chociaż mogę ją dostać bez problemu i naprawdę pyszną w smaku), ale jakoś nie złożyło się wcześniej, żeby ją opublikować. Robię to teraz, a jeśli ktoś nigdy takiej nie próbował, a znajdzie dynię w sklepie, niech kupi i zamarynuje zgodnie z tym przepisem. Jest rewelacyjny, a przy tym niezwykle prosty. Dostałam go na początku sierpnia od Oli (niezawodna dziewczyna!), sama nigdy wcześniej ani takiej nie jadłam, ani nie robiłam. Nawet nie wiecie, jak żałuję; z pewnością jest to jedna z niezbędnych rzeczy w spiżarce - nadaje się do sosów, wędlin, serów, wspaniale łączy się z serami, makaronem i zapiekankami. Znajdziecie na pewno dla niej zastosowanie w kuchni, a jeżeli nie, to prawdopodobnie zjecie wszystkie marynowane kostki dyni prosto ze słoika. Tak jak ja... :)
Przepis, z moimi zmianami cytuję (prawie!) za Olą:
- 2,5 kg dyni
- 5 szklanek wody
- 3 szklanki cukru (dałam 1,5 szklanki, bo wolę pikantniejsze marynaty)
- łyżeczka cukru waniliowego (bez obaw, to dla podkreślenia smaku, nie będzie czuć wanilii)
- kilka goździków
- 1 łyżeczka ziaren pieprzu czarnego (dałam od siebie)
- 1 szklanka octu 10% (dałam 1,5 szklanki)
- 0,5 szklanki octu winnego białego (dałam od siebie)
- 2 gwiazdki anyżu (jeśli ktoś lubi aromat, moim zdaniem z dynią świetnie się komponuje)
- sól do smaku również dałam od siebie, ok. 3-4 łyżek, nie pamiętam dokładnie, trzeba próbować i doprawiać; Ola nie daje soli - marynuje na słodko
Do dużego garnka wlać wodę, ocet, przyprawy (bez soli) i zagotować. Dodać łyżkę soli, spróbować i ewentualnie doprawić. Dynię oczyścić, obrać, pokroić w dużą kostkę i wrzucić do gotującej się marynaty. Gotować na małym ogniu aż będzie miękka (ja gotowałam na półmiękko, gdyż wolę twardszą), ale nie może się rozpadać. Przelać do słoików, zalać marynatą, zakręcić i odstawić do góry dnem aż wystygnie.
Nie pasteryzujemy, bo może zrobić się mus! :)
Dynia jest właściwie gotowa do jedzenia, ale najlepsza po ok. 7-10 dniach, gdy dokładnie przejdzie marynatą i przyprawami.